Jolanta Lipszyc                                                                                                                                             24 czerwca 2020

Edukacja w Wolnej Polsce

 

Porażka.  Dlaczego tak się stało? Wszyscy się starali.......

    Nie sądzę, by jedna osoba mogła dokonać pełnej i prawidłowej oceny sytuacji oświaty w ostatnim trzydziestoleciu. Nie ma zresztą takiej potrzeby.
Rzetelnych materiałów, także naukowych, oceniających dorobek oświaty w Wolnej Polsce, jest wystarczająco wiele. 
Można przywołać np. Komentarz do Ustawy o Systemie Oświaty Mateusza Pilicha;  opracowania: „Decentralizacja w Polsce w latach 1990 – 1999 – tworzenie systemu” – autorzy Anthony Levitas, i Jan Herczyński ; „ Sukcesy i porażki reformy oświaty (dotyczy reformy 1999)” Marty Zahorskiej z UW; raport Michała Boniego  „Polska 2030” ; raporty Fundacji Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego , wydawnictwa Kongresu Obywatelskiego np. Pakt dla szkoły oraz Polskiego Forum Obywatelskiego np. Edukacja dla rozwoju, liczne artykuły o cyfryzacji i wykluczeniu cyfrowym itd. itp.
Wystarczy ( i powinno się)  je zebrać, zarówno diagnozy, jak i wnioski. 
I na tym nie powinno się skończyć....

Reformy

    Szkoły reformowano w ciągu ostatnich 30 lat bezustannie. 
Wszystkie były z moim udziałem -  nauczycielki, dyrektorki państwowych (choć nietypowych) warszawskich  szkół w latach 1984 - 2006:  liceum ogólnokształcącego, podstawowej, gimnazjum, potem dyrektorki Biura Edukacji w Warszawie w latach 2007 – 2011.
   Nie prowadziłam specjalnych badań. Ale z całym przekonaniem twierdzę, że wszystkie  reformy zakończyły się fiaskiem. Dlaczego?
   Dlatego, że w małej gminie w warmińsko – mazurskim największym problemem roku 2020 jest, jak zlikwidować trzy z pięciu szkół podstawowych. Wcześniej problemem było, jak te pięć szkół utrzymać – zapewnić finanse i kadry. 
   Uczniowie mają lekcje w klasach łączonych,  jak po wojnie ( czyli druga z trzecią, czwarta z piątą, szósta z siódmą).
Zajęcia pozalekcyjne są w zasadzie niedostępne dla uczniów z innych niż siedziba szkoły wsi : autobusy przyjeżdżają tuż przed lekcjami i odjeżdżają zaraz po lekcjach. 
Z tych szkół żaden absolwent nie wybrał liceum ogólnokształcącego jako szkoły na kolejnym etapie edukacji. W czterech na pięć szkół całymi latami  wyniki  egzaminów końcowych mieściły się w dwóch – czterech najniższych staninach ( czyli poziomach efektywności nauczania na tle populacji –  a jest ich 9). Największym marzeniem chłopców jest grać w piłkę w miejscowym klubie i wyjechać do Holandii zarabiać jak tata. Marzeniem dziewcząt jest być fryzjerką. 
A procent dzieci wybitnie utalentowanych? Taki, jak wszędzie.
Półetatowy nauczyciel fizyki uczył w pięciu szkołach. Dojeżdżał do nich codziennie z miejscowości odległej o ok. 40 km. I nie mógł ubiegać się o awans, ponieważ w żadnej szkole nie miał uprawniającej do tego umowy o pracę.
Gdy pojawił się koronawirus okazało się, że każdy nauczyciel wprawdzie ukończył co najmniej dwa, a wielu cztery lub pięć studiów podyplomowych, ale żaden nie tylko nie umie ogarnąć nauczania on -line, ale nie ma możliwości – większość dzieci (oprócz telefonu) nie ma w domu swobodnego dostępu do komputera i platformy edukacyjnej.
Czy to jest opis szkoły XXI wieku ? Raczej XIX.

Żeby postawić „kropkę nad i”  dodam, że są kompetentne władze gminy, budynki szkolne i boiska piękne, dyrektorzy operatywni, poszukujący rozwiązań i pieniędzy na zajęcia i projekty poza szkołą, wielu świetnych nauczycieli . Zmęczeni, zagonieni ludzie, których niszczy system.

Z największymi nadziejami na dobrą szkołę związane były zmiany wprowadzane w latach 1989 – 91. 
Przy podstoliku oświatowym Okrągłego Stołu wynegocjonowano : neutralność światopoglądową szkół, prawo nauczycieli do wyboru podręczników i metod nauczania, wybór dyrektora szkoły państwowej przez komisję konkursową, możliwość zakładania niezależnych szkół społecznych, wzrost nakładów na oświatę do 7 proc. PKB. 
Ustawa z 7 września 1991 r. umożliwiała szkołom dostosowanie treści, metod i organizacji nauczania do możliwości psychofizycznych uczniów ( to znaczy, że godzina lekcyjna może trwać 30 albo 60 minut, niekoniecznie 45; że można klasyfikować jeden albo nawet cztery razy w roku, że można organizować lekcje i zajęcia poza budynkiem szkolnym np. na zielonych lub zimowych szkołach); wprowadzenie indywidualnych programów nauczania, ukończenie szkoły w skróconym czasie. Zagwarantowała uczniom prawo do pobierania nauki  we wszystkich typach szkół, zgodnie z indywidualnymi potrzebami i predyspozycjami.

To były bardzo ważne zapisy. Ale kto o nich pamięta w roku 2020?

Przyczyn teraźniejszego fiaska widzę, oczywiście oceniając subiektywnie, kilka.

1.    Żadna reforma nie byłą przygotowana prawidłowo, tzn że równocześnie nie  powstały programy strategiczny i operacyjny. Tak, by wszystkie zmiany były czytelne dla społeczeństwa, które powinno rozumieć, dlaczego edukacja jest ważna i czemu proponowane reformy służą. I żeby urzędnicy oświatowi , nauczyciele i dyrektorzy placówek w odpowiednim momencie wiedzieli, co robić i dlaczego. Większość reform nie była ukończona także formalnie: np. w chwili wdrożenia ( i wiele lat potem) nie było programów nauczania, ani podręczników.  Wprowadzano je zgodnie z zasadą „jakoś to będzie”. Żadna nie startowała od najniższego poziomu reformowania ( np. reforma obniżająca wiek szkolny zamiast najpierw wprowadzić 5 latki do przedszkoli, jak proponowała i szczegółowo opisała prof. Putkiewicz, w  ciągłej awanturze z przedszkolami i antagonistami reformy, wprowadzała sześciolatki do  pierwszych klas SP etapami, dzieląc roczniki). 
2.    Na wszystkie przygotowania brakowało czasu, pieniędzy i chęci : na konsultacje, programy pilotażowe, szkolenia, materiały. Wszystkie informacje docierały do zainteresowanych z opóźnieniem.
3.    Każda ekipa polityczna proponowała i forsowała własne rozwiązania, łamiąc ciągłość, nie wykorzystując dobrych i złych doświadczeń poprzedników.
4.    Przeprowadzono głównie reformy strukturalne,  decydowano o bardzo ważnych sprawach np. o tym, czy dziecko ma rozpocząć naukę jako sześcio- czy siedmiolatek, czy szkoła podstawowa ma trwać sześć czy osiem lat, jak mają wyglądać egzaminy końcowe dla ucznia, a jak awans zawodowy i płace nauczycieli,  zaniedbując, a nawet całkowicie pomijając dbałość o stworzenie uczniowi warunków do wszechstronnego rozwoju osobowości i kształcenia adekwatnego do możliwości i zainteresowań. Nikt nie uczył nauczycieli, co to znaczy i jak brać odpowiedzialność za rozwój dziecka. Nikt nie uczył, jak kształcić i wzmacniać pozytywne cechy charakteru dziecka. Jak stymulować samodzielność. Pewnie dlatego, że to znacznie trudniejsze, niż np. podjęcie decyzji o likwidacji gimnazjów.
5.    We wszystkich przypadkach realizacja  reform spadała na dyrektorów szkół i nauczycieli, którzy ze zmianami musieli, zwłaszcza na początku,  radzić sobie sami.
6.    Nie korygowano rozwiązań mimo alarmów, że są niedobre skutki ; na przykład egzaminy zewnętrzne umożliwiają wprawdzie porównanie wyników nauczania w całym kraju, ale stymulują nauczanie i uczenie się „pod egzamin”,  podnosząc ponad miarę umiejętność wypełniania testów.
7.    Systematycznie państwo przerzucało koszty reform na samorządy i zmuszało gminy do coraz większego udziału w  finansowaniu oświaty,  doprowadzając wiele z nich do niewydolności finansowej.
8.    Żadna reforma nie rozwiązała problemów, które, jak zakładano, miała rozwiązać, żadna nie wprowadziła systemu nauczania godnego XXI w. Szczególnie smutne, że reformy trzydziestolecia nie tylko nie wyrównały szans edukacyjnych dzieci i młodzieży wiejskiej i miejskiej, ale wręcz pogłębiły różnice i podziały.

Co teraz?

Żeby zaproponować jakiekolwiek spójne rozwiązania, najpierw trzeba sformułować wystarczającą ( i bogatą) listę pytań, rozpoczynających się słowem: dlaczego?  I listę odpowiedzi, które pomogą zaprojektować dobrą, na miarę wieku,  edukację.

1.    Dlaczego sala szkolna jest wypełniona (dwuosobowymi na ogół )ławkami dla uczniów, ustawionymi równolegle w rzędach, 
a uczniowie siedzą twarzami do tablicy? I tak przez 45 minut, przez kilka godzin?

 Taka architektura sali lekcyjnej wymusza dyscyplinę uczniów pracujących pod dyktando nauczyciela, dając im głównie możliwość odpowiadania na pytania lub odpowiedzi „pod tablicą”, uniemożliwia  rozmowy i współpracę; utrudnia aktywizację podczas lekcji, ułatwia pracę w ciszy i posłuszeństwie.

2.    Dlaczego lekcji w ciągu dnia jest tak wiele, a przerwy są tak krótkie?   

Nie ma kiedy porozmawiać, nie ma możliwości zjedzenia spokojnie i elegancko posiłku. Nie ma jak odpocząć.

3.    Czemu starsi uczniowie zwykle po lekcji zabierają swoje plecaki i wędrują cały dzień z sali do sali? Dlaczego nie mają swojej klasy na stałe?

Jak to im służy? Jak rozwija?

4.    Dlaczego rok szkolny trwa jedynie 180 – 182 dni? Czy to sprzyja rozwojowi dzieci?
5.    Dlaczego rok kalendarzowy ucznia składa się z dużej ilości czasu wolnego i okresów pracy tak intensywnej, że przekraczającej jego możliwości fizyczne i umysłowe?  Że nie ma czasu na refleksję, wypoczynek, zabawę, realizację zainteresowań, wymuszając  konieczność zapewnienia pomocy w nauce przez rodziców, korepetytorów, na kursach? 
6.    Dlaczego jedynym kryterium wyznaczania terminów ferii nie jest systematyczność i rytm pracy ucznia, by zapewnić mu i nauczycielom właściwy wypoczynek i najwyższą efektywność nauczania?  Jaki jest udział w wyznaczaniu tych przerw lobby turystycznego?

7.    Dlaczego programy nauczania są przeładowane informacjami, często zupełnie bezsensownymi? 
Wielka liczba zajęć w ciągu dnia i złe, przeładowane programy uniemożliwiają pracę metodami badawczymi i aktywizującymi.  Czy uczniom wystarcza czasu i siły na myślenie? Na samodzielność? Na budowanie współpracy?

8.    Dlaczego państwowa szkoła  nie wykorzystała istniejących możliwości rozluźnienia systemu klasowo – lekcyjnego, 
w przeciwieństwie do szkół prywatnych i społecznych?  Możliwości innej organizacji roku szkolnego? Indywidualizowania nauczania?
9.    Dlaczego w dobie powszechnego internetu i telefonów  komórkowych uczniowie zostawiają aparaty w szatni – zamiast wykorzystywać je do nauki podczas lekcji?

Co dalej?

    System jest niewydolny, choć wiele osób włożyło serce i pracę w jego budowanie – w dobrej wierze.
I punktowo, można uznać, są sukcesy. Wystarczy wziąć pod uwagę wyniki egzaminów PISA, programy niektórych szkół społecznych i prywatnych,  osiągnięcia wybranych szkół państwowych. 
Ale skutki reformowania są opłakane, jeśli popatrzeć na wybory młodzieży i dorosłych, na postawy, na organizację życia, rozumienie świata.
 
   W czasach Solidarności i Oświaty Podziemnej , czyli w latach osiemdziesiątych XX w najważniejszym postulatem powtarzanym i powielanym był ten, by szkoła służyła dziecku. 
I największym grzechem, jaki przypisuję osobom odpowiedzialnym za edukację w Polsce, jest to, że wszystkie reformy oświaty w ostatnim trzydziestoleciu rozwiązywały jedne problemy i  tworzyły inne, ale żadna nie odpowiadała na pytanie, czy proponowane zmiany dobrze służą dziecku.


Reformatorzy Wolnej Polski patrzyli wstecz, nikt nie pytał i nie odpowiadał, jaka ma być szkoła za 10 – 20 lat i co należy dziś zrobić, by taka była.
Jest okazja, by korzystając z zapaści, jaką wyzwolił i obnażył koronawirus, budować edukację polską XXI w nie uchylając się od odpowiedzi na to pytanie.