• P-I-O

TADEUSZ KORABLIN. Świat nie kończy się w dniu wyborów

Korzystając z trzydniowej przerwy w dostępie do internetu (niewykluczone, że nie był to przepadek i dlatego teraz miejsce mojego przyłącza jest stale monitorowane, także za pomocą kamery), dokonałem kwerendy publikacji, które zamieszczamy na stronie sedno.org. Zaczęliśmy w grudniu 2017 roku i pisaliśmy o tym wszystkim co nas boli i z czym boryka się dzisiaj i będzie borykała jutro Polska. O ułomnościach i patologiach pisowskiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej, o niespotykanej po roku 1989 arogancji władzy, o niesprawiedliwości społecznej, o trudnej i złożonej sytuacji międzynarodowej, o naszej słabnącej pozycji w UE i NATO. Ale także o słabościach ruchów obywatelskich i partii opozycyjnych, w obliczu wyzwań, jakie przed nami stoją. Żadne publikacje nie spełnią jednak swojej roli, jeśli nie pobudzają do działania i nie są w stanie wykreować pożądanych postaw i zachowań. Do tego potrzeba jednak także świadomego odbiorcy, kierującego się chęcią dokonania zmiany.

Napisaliśmy wiele i nadal będziemy pisać. Dzisiaj kilka osobistych refleksji podsumowujących. Tuż przed wyborami. Tytuł jaki nadałem mojemu artykułowi zrodził się w czasie moich rozmów, które prowadziłem z moim przyjacielem Bogusławem Stanisławskim, w czasie Jego pobytu szpitalu.

Kilka słów o nas…

Moją główną troską była i nadal pozostaje działalność ruchów i inicjatyw obywatelskich. To my mogliśmy i być może nadal jesteśmy w stanie, zacząć zmieniać jakość polskiej polityki. Musimy odejść od podziałów w kierunku działań integracyjnych i łączących społeczeństwo. Po to, żebyśmy stali się silnym społeczeństwem obywatelskim, funkcjonującym w warunkach rosnącego kapitału społecznego. Moim marzeniem jest, żebyśmy mieli swoje zadnie, żebyśmy byli świadomi naszego celu i oczekiwań, żebyśmy stworzyli silny front programowy na bazie podstawowych wartości i oczekiwań, z którym musi się liczyć każda partia polityczna i każda władza.

Dochodzę jednak do smutnego wniosku, że pomimo niemałej wiedzy i potencjału, który tkwi w ruchach obywatelskich, nie potrafimy jak dotąd poważnie i programowo podejść do naszej roli i miejsca w systemie państwa. Rozsądek nie wziął góry nad niepotrzebnymi, a często celowo wywoływanymi i podsycanymi emocjami. Na przestrzeni ostatnich czterech lat, woleliśmy happening od dyskusji programowej, wiecowanie od edukacji obywatelskiej, rozmowę ze sobą (w coraz mniejszych grupach) od wyjścia poza nasze bański informacyjne. A przecież początkowe założenia były zupełnie inne i wszystkie nasze aktywności mały być wobec siebie komplementarne. Nie potrafiliśmy jednak spożytkować właściwie entuzjazmu obywatelskiego, jaki zrodził się na bazie naszego protestu wobec patologii władzy i jej niszczycielskim zapędom. Nie potrafiliśmy wznieść się ponad poziom naszych ambicji. Nie potrafiliśmy wreszcie rozmawiać ze sobą. Jak więc mieliśmy podjąć poważną próbę rozmowy z osobami niezdecydowanymi? Z tych powodów także nie potrafiliśmy stworzyć na tyle szerokiego porozumienia programowego naszych organizacji i inicjatyw, żeby musiał się z nami liczyć świat realnej polityki. Czy dzisiaj możemy więc mieć pretensję o to samo do partii politycznych?

…i o opozycyjnych partiach politycznych

Od wiosny 2016 roku, a szczególnie od kampanii w wyborach samorządowych nie opuszają mnie wątpliwości. Czy partie opozycyjne, z PO na czele, chcą rzeczywiście przejąć władze w nadchodzących wyborach? Czy są one gotowe do budowy szerokich koalicji i sojuszy? Co zrobiły na przestrzeni tych lat, żeby poszerzać swoje elektoraty? Jaką aktywnością wykazywały się w terenie?

Fakty nie przynoszą satysfakcjonujących odpowiedzi na tak postawione pytania. Określona w pierwszym z nich obawa nabrała jeszcze mocy po wyborach do PE. Koalicja Europejska nie pokazała nam jednolitego stanowiska w fundamentalnych dla UE kwestiach, a przecież to chyba jeden z niewielu obszarów, w którym taki przekaz, tak szerokiej koalicji, był możliwy. Bez względu na to czy kierowałby go do nas PSL, PO czy partie lewicowe. UE to przecież projekt ponadpartyjny i takim był od chwili podjęcia naszych starań akcesyjnych do chwili wyborów w 2015 roku.

Poszukiwanie odpowiedzi na dalsze pytania także nie skłania mnie do optymizmu. Odnoszą się one przecież nie tylko do gotowości partii i ich liderów do zawiązania koalicji. Oni, w obliczu wyboru być albo nie być w polityce, byliby zapewne gotowi na wiele rozwiązań. Ale… Właśnie jest owo ale. Nie przygotowali na możliwość i potrzebę tak szerokiej współpracy politycznej swoich elektoratów i swoich członków. Nie podnosili jednoznacznie kwestii fundamentalnych i nie zadali sobie w tym celu trudu bezpośrednich rozmów z wyborcami (zaczęli dopiero teraz i oby nie za późno). Łatwiej było jednak podejść do dziennikarzy w holu sejmowym lub podjechać do siedziby TVN. Podobnie jak my, nie odrobili więc swojej lekcji i stracili cztery kolejne lata.

Ponadto, traktowali ruchy obywatelskie przedmiotowo. Niestety w dużej mierze z powodu naszych własnych błędów. Jak już kiedyś pisałem, kiedy partie zorientowały się, że główne siły obywatelskie nie wychodzą poza uliczny protest, poczuły się uspokojone. Kiedy manifestacje i marsze zaczęły tracić swoją liczebność i związaną z nią względną skuteczność, liderzy partii zaczęli stopniowo tracić zainteresowanie nami. Po prosu, nie stanowiliśmy już dla nich zagrożenia i wynikającego z niego czynnika mobilizującego.

Co dalej?

Za trzy miesiące czekają nas kolejne wybory parlamentarne. Ich wynik jest nadal niepewny, ale co za tym idzie także nieprzesądzony. Chciałbym nadal mieć nadzieję, że nasze społeczeństwo jest mądre i nie wybierze drogi po równi pochyłej, która nieuchronnie zbliża nas do katastrofy. Musimy być jednak przygotowani na inne ewentualności i dlatego chciałbym mieć także nadzieję, że w przypadku niepowodzenia, wszyscy po tej stronie sceny politycznej dokonają rachunku sumienia. Wtedy prawdopodobnie przyjdzie nam działać w nowych warunkach nie wykluczone, że znacznie trudniejszych. Mam więc nadzieję, że bez względu na wyborczy wynik, większość z nas nie zachwieje się i nie zejdzie z pola walki. Że w końcu wszyscy zrozumiemy, że przyszedł czas na zmianę naszego modus operandi.

Przed najbliższymi wyborami jest już za późno na naszą programową konsolidację i stawianie warunków partiom politycznym. Nikt z nas, działając w rozproszeniu nie jest w stanie tego skutecznie zrealizować. Podejmowane próby mogą być nie tyle heroiczne, co niestety żałosne. Tym bardziej, że i nasze organizacje i owe partie, nie są na to przygotowane. Musimy to jednak w przyszłości zmienić. Wspólnie, nie osobno. Jak powtarza Bogusław – „Nie poddawajcie się i działajcie razem. Róbcie swoje”.

Jeśli chcemy więc spojrzeć na naszą przyszłość poważnie, musimy podejść do problemu dwuetapowo. Po pierwsze, w zaistniałej sytuacji musimy przyznać niestety, że nie pozostaje nam nic innego, jak wybór mniejszego zła. Nazywam go tak, bo tak go traktuję. Wolę jednak przejściowy brak odważnego programu reform, od permanentnego niszczenia demokracji i naruszania mojej wolności. Nie chcę żyć w państwie opresyjnym, ale w państwie szanującym prawa swoich obywateli. Nie chcę żyć w państwie, w którym widzimisie władzy i fałszywie traktowana „sprawiedliwość społeczna” pozwala na stosowanie totalitarnej odpowiedzialności zbiorowej. Nie chcę żyć w państwie trwającej od lat wojny polsko-polskiej, na razie wciąż jeszcze zimnej. Ale jak długo? Nie chcę żyć w kraju, który jest lekceważony i wskazywany, jako problem dla Europu i obszaru euroatlantyckiego. Nie chcę żyć w kraju, w którym toleruje się mowę nienawiści, nacjonalizm i faszyzm, które coraz śmielej podnoszą swój obmierzły łeb.

Po drugie. Bez względu na to, jakie rozwiązanie przyniosą kolejne wybory, obywatelskie ruchy i inicjatywy nie mogą zniknąć ze sceny politycznej Polski. Zaraz po jesiennych wyborach powinniśmy dokonać oceny sytuacji i podjąć rzeczywistą współpracę. Żaden z możliwych skutków najbliższych wyborów nie może pozbawić nas woli działania. Czasy obywatelskiej aktywności tylko przy urnie wyborczej muszą przejść do historii. Na nas przecież także spoczywa odpowiedzialność za przyszłość i nie możemy się od tej odpowiedzialności uchylać. Tym bardziej, że może to w konsekwencji oznaczać konieczność naszego wejścia do realnej polityki. Na decyzje i działania, bez względu na wszystko, będziemy mieli kolejne cztery lata, ale podjąć je będzie trzeba możliwie szybko.

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube